Grafika ilustracyjna wygenerowana przez AI
Od kilku tygodni mieszkańcy ulic Bobrzej i Wejherowskiej mają nową, poranną atrakcję. Zamiast budzika – nagły huk pod oknami. Pomiędzy blokami i… zaparkowanymi samochodami ktoś regularnie odpala środki hukowe, żeby przepłoszyć stada wron i gawronów.
Miejsce nie jest przypadkowe. Pod drzewem często pojawia się suchy chleb i resztki jedzenia. Dla niektórych to to po prostu forma zimowego dokarmiania. Dla ptaków to stały, pewny punkt na mapie. Nic dziwnego, że stado wraca dokładnie w to samo miejsce: jest ciepło od zabudowy, są gałęzie do siedzenia i jest „bufet”.
Kiedy hałas stada narasta, w ruch idzie pirotechnika. Pomiędzy autami niemal codziennie ktoś odpala ładunki hukowe. Niewielkie, ale wystarczająco mocne, żeby wywołać błysk, strumień iskier i płomień przy asfalcie. Ptaki zrywają się gwałtownie z gałęzi, część odfruwa, część krąży nad drzewem. A potem i tak wraca.
Ptasie stado – zwłaszcza wrony i gawrony – rzeczywiście potrafi być głośne. Pomiary podobnych kolonii w miastach pokazują, że taki „ptasi chór” generuje zwykle około 70 –80 dB w otoczeniu zabudowy. To poziom porównywalny z ruchem ulicznym czy głośną rozmową pod oknem. Mały ładunek hukowy to zupełnie inna liga: chwilowy poziom hałasu potrafi przekraczać 120 dB.
Jednak przedstawiony sposób odstraszania ptaków to nie tylko kwestia hałasu. Środki hukowe są po prostu pirotechniką: w momencie odpalenia pojawia się otwarty płomień, bardzo wysoka temperatura i rozprężające się gazy.
Przy odpalaniu ich pomiędzy zaparkowanymi autami w grę możliwe jest m.in.:
- nadtopienie lub przypalenie plastikowych elementów (zderzaki, listwy, osłony),
- uszkodzenie lakieru przez temperaturę albo odpryski,
- potencjalne pęknięcie szyby przy zbyt bliskim kontakcie,
- zapalenie się suchych liści, trawy, papieru albo innych śmieci.
Jeżeli doszłoby do uszkodzenia auta, odpowiedzialność spada na osobę odpalającą ładunek. Szkoda może być dochodzona na drodze cywilnej, a w razie wypłaty odszkodowania przez ubezpieczyciela – ten z kolei może domagać się zwrotu kosztów od sprawcy.
Trzeba jasno powiedzieć: używanie środków hukowych w takim miejscu nie dzieje się w próżni prawnej. W grę wchodzą m.in.:
- zakłócanie spokoju i porządku publicznego – przy głośnych, powtarzających się hukach na terenie osiedla, szczególnie we wczesnych godzinach porannych (art. 51 Kodeksu wykroczeń),
- nieostrożne obchodzenie się z ogniem i stwarzanie zagrożenia pożarowego,
- naruszenie miejskich przepisów porządkowych dotyczących używania materiałów pirotechnicznych na terenach zabudowanych.
W praktyce taki incydent może skończyć się interwencją Straży Miejskiej lub policji i mandatem.
Podsumujmy: pod jednym drzewem spotykają się trzy strony:
- ptaki, które z natury gromadzą się w stadach i hałasują,
- osoby dokarmiające, które ściągają je dokładnie w to miejsce,
- oraz ktoś, kto próbuje to stado przepędzić za pomocą ładunków hukowych.
Efekt jest prosty: głośno, nerwowo, z realnym ryzykiem szkód. Na razie kończy się na pojedynczych hukach, spłoszonych ptakach i przestraszonych zwierzętach domowych. Jednak przy tak bliskim sąsiedztwie samochodów, bloków i otwartego ognia nietrudno wyobrazić sobie gorszy scenariusz. Oby do niego nie doszło…
